Z kilkudniowym poślizgiem (co było do przewidzenia, bo we mnie każdy bardziej sprecyzowany czasowo plan budzi odruch ucieczki), zgodnie z zapowiedzią – przedstawiam wam rezultaty październikowej zabawy w „zróbmy coś nowego”.
Dla przypomnienia – przez cały październik starałam się zauważać, jakie nowe elementy wprowadzam do swojego życia. Notowałam sobie wszystko, co zdarzyło mi się właśnie zrobić pierwszy raz w życiu.
Efekty?

1. Pierwszy raz wyszłam na ulicę, protestując i domagając się przestrzegania moich praw. Najpierw 3 października, w czasie Ogólnopolskiego Strajku Kobiet, a trzy tygodnie później jeszcze raz, paląc na rynku mojego miasta świeczki w milczącym sprzeciwie wobec tego, co się dzieje w tym kraju.

2. Odkryłam w swoim mieście sympatyczną kawiarnię z bardzo oryginalnym menu. Pierwszy raz zasmakował mi w niej jarmuż 😉 A poza smoothie jarmużowym spróbowałam tam też marokańskiego ciasta migdałowego.

3. Wydeptałam sobie nową ścieżkę w pobliskim lesie, który, jak sądziłam, znam już jak własną kieszeń. I pierwszy raz wybrałam się z Moim Mężczyzną do słynnego parku w Świerklańcu. Nie miałam świadomości, że dzieli nas od tego miejsca kwadrans drogi autobusem. Choć szczycę się tym, że Śląsk po dwunastu latach mieszkania tutaj znam lepiej, niż niejeden Ślązak, to akurat w tamte rejony nigdy dotąd się nie zapuszczałam.

4. Wzięłam udział w mini-warsztacie „Unikalne – kobieta i poczucie własnej wartości” w trakcie festiwalu rozwojowego „Maszkety dla ciała i duszy”. I jak zwykle na takich warsztatach – czegoś nowego doświadczyłam, coś sobie przemyślałam, na coś spojrzałam z nowej perspektywy.

5. I tu trochę nagnę własne zasady, bo nie mogę nie wspomnieć o wyjeździe do Warszawy na koncert jedynego zagranicznego zespołu, który lubię tak bardzo, że jestem skłonna zapłacić trzycyfrową kwotę za możliwość usłyszenia ich na żywo – PLACEBO. A zasady naginam, bo właściwie na ich koncercie byłam po raz drugi. Ale ten pierwszy był dziewięć lat temu, a dla mnie tamten okres mojego życia jest tak odległy, że zawsze, gdy coś z tego czasu wspominam, to mam wrażenie, jakby to było w poprzednim wcieleniu. Więc przeżywałam ten koncert tak, jakby to był mój pierwszy raz 😉 I przy tej okazji po raz pierwszy od dziewięciu lat spotkałam się też z koleżanką, z którą kiedyś, mimo dzielących nas 400-550 km (w zależności od tego, gdzie akurat mieszkałyśmy), widywałyśmy się dość regularnie.

Tyle nowości w październiku.
Miałam jeszcze kilka innych planów na ten miesiąc, które z różnych powodów nie wypaliły. Niektóre zaczęłam realizować z lekkim opóźnieniem, więc może znajdą się na liście listopadowej, o ile taka powstanie. Najbardziej żal mi warsztatów pracy ze snami, na które już drugi raz chciałam się wybrać i drugi raz zostały odwołane. Mam nadzieję, że kiedyś jeszcze się uda, bo wyjątkowo mi na nich zależy.

A u was – co nowego?

Share Button