Ten wpis jest luźno inspirowany cyklem Magdaleny Kluszczyk 5 rzeczy, które warto wypróbować w tym miesiącu.
Czemu luźno? Bo choć idea otwierania się na nowe doświadczenia i próbowania nowych rzeczy jest mi bliska, to forma – zaplanowanie sobie, jakich pięciu nowych rzeczy w tym miesiącu spróbuję – niekoniecznie.
Ja już tak mam, że bardzo się nie lubię z wszelkimi planami, grafikami, listami zadań do wykonania… jak słyszę „operacjonalizacja celu”, to mam ochotę uciekać, a samo słowo „cel” najbardziej kojarzy mi się z… celą. Cóż, coacha to ze mnie nie będzie 😉 Więc próbowanie nowych rzeczy – tak, ale próbowanie ich według planu – to nie dla mnie. Zamiast tworzyć listę nowości do zaliczenia – ja wolę po prostu próbować tego, co akurat jest dla mnie możliwe i interesujące.

Więc na razie sobie notuję, co nowego zdarza mi się zrobić w tym miesiącu, a pod koniec października obiecuję opublikować listę tych moich nowości. A będą na niej na pewno rzeczy bardzo różne – od nowych smaków i lokali, przez niedawno odkryte ścieżki spacerowe, aż po podejmowane przeze mnie po raz pierwszy formy aktywności.
Jeśli podoba wam się pomysł otwierania się na nowe doświadczenia – to zachęcam Was do stworzenia sobie takiej listy. Bo myślę, że w natłoku codziennych zajęć wiele takich „pierwszych razów” gdzieś nam może umknąć, nieraz pewnie nawet sobie nie uświadamiamy, że coś właśnie robimy pierwszy raz w życiu. A tworzenie takiej listy może być przy okazji dobrym treningiem uważności.

Ja swoją zabawę z wyłapywaniem i notowaniem nowości zaczęłam parę dni temu, ale kusi mnie, żeby z perspektywy czasu przyjrzeć się też poprzedniemu miesiącowi i sprawdzić, ile swoich „pierwszych razów” udało mi się zapamiętać.
A więc zobaczmy:
We wrześniu przede wszystkim byłam na wspominanym już tutaj warsztacie Ciało kobiety – mądrość kobiety. Warsztat sam w sobie był oczywiście czymś nowym, wielu sytuacji doświadczyłam na nim po raz pierwszy. Ale wiązały się z nim też różne nowości niezwiązane bezpośrednio z tematyką zajęć:
– po raz pierwszy miałam okazję odwiedzić siedzibę Pracowni na rzecz Wszystkich Istot
– i poznać prezesa Pracowni
– jadłam crumble z jabłkami i ze śliwkami
– i po powrocie sama takie zrobiłam
– spróbowałam tofucznicy i przekonałam się do smaku tofu w takiej postaci
– i nadal kulinarnie – pierwszy raz jadłam też spaetzle.

Więcej wrześniowych grzechów nie pamiętam… za trzy tygodnie zapraszam na bardziej rozbudowane i aktualne nowościowe podsumowanie października, a póki co – zróbmy coś nowego!

Share Button