To dziś jest ten dzień, gdy politycy zaczną debatować nad tym, jak dalece mogą ubezwłasnowolnić kobiety, nie tracąc przy tym poparcia. Przez media społecznościowe przetacza się Czarny Protest, pod sejmem szykuje się manifestacja… a ja, z założenia trzymająca się z daleka od polityki, trzeci raz dzisiaj zabieram się za napisanie tekstu na zupełnie inny temat, i jakoś nie umiem. Choć na manifestację się nie wybieram i chociaż unikam jak mogę zaśmiecania swojej uwagi newsami ze świata polityki, to jednak obok próby ubezwłasnowolnienia mnie i zawłaszczenia przez państwo mojego ciała nie umiem przejść obojętnie.

Nie napiszę na ten temat niczego odkrywczego, bo wszystko, co ważne, zostało już powiedziane. Nie będę przytaczać racjonalnych argumentów, bo w tej ustawie nigdy nie chodziło o żadną racjonalność. Podobnie jak nie ma i nie było niczego racjonalnego w obrzezaniu afrykańskich dziewczynek, w kamienowaniu muzułmańskich kobiet za pozamałżeński seks (również za bycie ofiarą gwałtu) czy w spaleniu na stosie tysięcy kobiet oskarżonych o czary w chrześcijańskiej Europie.
Każda z tych zbrodni jest dokonywana pod przykryciem jakichś pozornie logicznych argumentów, akceptowalnych w danym czasie i społeczeństwie. I za każdą z nich stoi ten sam strach – przed siłą kobiecej seksualności. A gdzie jest strach, tam pojawia się potrzeba kontroli. Nie bez powodu na stosach płonęły przede wszystkim akuszerki, które dobrze znały i rozumiały kobiece ciało, oraz kobiety niezamężne – a więc te, które nie podporządkowały swojej seksualności męskim regułom.
Dziś zamiast stosów mamy ustawy, ale mechanizm pozostał ten sam.

Boję się.
I nie ma tu żadnego znaczenia, jakie są moje poglądy na temat aborcji w poszczególnych przypadkach, badań prenatalnych czy też In vitro, antykoncepcji awaryjnej albo dostępu do edukacji seksualnej. Moje poglądy mogą być rozmaite, jeśli coś mi nie odpowiada – to tego nie robię, po prostu.
Boję się tej przemocy, która chce mi odebrać moje ciało, tak jak odebrała je już milionom kobiet na świecie.
I czuję się przytłaczająco bezradna.

Share Button