Noc Perseidów.
Wybraliśmy się więc z Moim Mężczyzną pogapić się na niebo i obejrzeć jakieś spadające gwiazdy*. Po krótkich rozważaniach wybór padł na Kopiec Wyzwolenia – w pewnej odległości od zabudowań, na wzniesieniu, więc nic nie powinno zasłaniać widoku, i jeszcze w dodatku jakaś luneta na szczycie jest, może się do czegoś nada? No i autobus bezpośrednio od nas kursuje gdzieś tam w okolicę … więc pojechaliśmy.
Tłumy ludzi na Kopcu, błyskające co chwilę ekrany telefonów i latarki widać było już z daleka. Do tego zachmurzenie prawie całkowite, a chmury w kolorze pomarańczowym, oświetlone światłami wszystkich okolicznych miast – wszystko wskazywało na to, że gwiazdy wieczoru jednak nie zobaczymy. Rozłożyliśmy sobie kocyk na szczycie, posiedzieliśmy, pooglądaliśmy światła miast w dole, wypiliśmy przyniesione w termosie gorące kakao, w międzyczasie ostatni autobus nam odjechał, więc trzeba było wracać piechotą.
Siedem kilometrów – niby nic, ale w nocy, nieznaną nam zupełnie trasą, przez łąki, pola, nieużytki, czasem ledwo wydeptaną ścieżką, czasem klucząc między rozlewającymi się na całą dróżkę kałużami – dwugodzinny spacer nam z tego wyszedł. W międzyczasie niebo się niemal zupełnie rozchmurzyło, więc kilkaset metrów od domu zeszliśmy na łączkę, znaleźliśmy na niej możliwie najciemniejsze miejsce, położyliśmy się, bez trudu odnaleźliśmy na niebie odpowiednie miejsce… i gwiazdy zaczęły spadać. Można było wymyślać życzenia.

No właśnie – wierzycie, że spadające gwiazdy mają moc spełniania życzeń?
Ja wierzę… że wypowiedzenie, nazwanie swoich życzeń, wszystko jedno czy na głos, czy tylko w myślach, daje nam moc do spełniania ich.
Wierzę, że ten moment, w którym na widok rozbłysku na niebie spontanicznie myślimy, czego byśmy chcieli, może być dla nas sposobem na skontaktowanie się ze swoją intuicją, na dotarcie do naszych prawdziwych, często nie do końca uświadomionych, potrzeb i pragnień.
Jestem przekonana, że nie bez znaczenia jest też zwyczaj, aby nikomu o swoim życzeniu nie mówić, bo się nie spełni. Ta świadomość, że z nikim się nie będziemy dzielić tym, co nam może przyjść do głowy, pomaga pozbyć się autocenzury i sięgnąć głębiej, wyjść poza życzenia „zdrowia, szczęścia, pomyślności”.
Myślę, że warto sobie zapamiętać, o czym w takiej sytuacji pomyśleliśmy.

Od dłuższego czasu regularnie uczestniczę w spotkaniach, na których jednym ze stałych punktów programu jest rytuał proszenia – spotykamy się w kręgu i wypowiadamy na głos swoje prośby. I mimo że właśnie kilka dni temu miałam okazję być na takim spotkaniu i poprosić o to, co dla mnie ważne, to tej nocy, przy spadających gwiazdach, w głowie pojawiły mi się zupełnie inne sprawy.

A Wy obserwowaliście Perseidy? Pomyśleliście życzenie? Może któreś Was zaskoczyło?

*tak, wiem, że gwiazdy nie spadają, tylko się wypalają, a to, co rozbłyska na niebie, to meteory 😛

Share Button