W pewnym raczej przeciętnym filmie, granym obecnie w kinach, pada jedno piękne zdanie –  gdy jesteś na środku jeziora, wydaje ci się, że nie ma końca. Początku ani środka też nie ma.
Gdy jestem na środku jeziora, świat się zmienia, zacierają się granice.
Gdy na środku jeziora odwracam się na plecy i unoszę się na wodzie, patrząc w niebo, to w tym momencie jest wszystko.
Gdy płynę, nie istnieje czas. Piętnaście minut, godzina, dwie – nigdy nie wiem, ile mogło minąć.
Gdy płynę, wszystko jest harmonią. Wszystko jest na swoim miejscu. Ruchy dzieją się wtedy, kiedy są potrzebne i pasują do siebie, do wody, do płynięcia.
Gdy płynę, wszystko jest jednością – myśli, ciało, woda, niebo, wiatr, oddech, las na horyzoncie…
Gdy płynę, cała jestem płynięciem.
Może właśnie dlatego gdy płynę, nigdy nie czuję zmęczenia. I nie zawdzięczam tego na pewno swojej dobrej kondycji, bo w każdej innej sytuacji kondycję mam fatalną.

Wiele lat temu w swojej pracy magisterskiej zajmowałam się między innymi czymś, co nazywa się duchowym aspektem relacji z przyrodą.
Taka duchowość, jaką wtedy opisywałam i badałam, nie jest w żaden sposób powiązana z religijnością. Jej istotą jest doświadczanie w kontakcie z naturą takich stanów, jak poczucie piękna, spokoju, zachwytu, naturalności; głębokiej harmonii, jedności ze światem; przekraczanie czasu, przestrzeni i swoich granic; czerpanie inspiracji do pogłębionej refleksji…
Tak rozumiane przeżycia duchowe były dla mnie wtedy tyleż fascynujące, co nieosiągalne. Pamiętam, jak chodziłam do lasu i próbowałam poczuć tam „coś więcej”, a wracałam z poczuciem niedosytu.
Minęło parę lat, a ja jakiś czas temu uświadomiłam sobie, że to, czego kiedyś zazdrościłam moim osobom badanym i czego mnie się nie udawało doświadczyć mimo usilnych starań, teraz przeżywam bardzo często, robiąc to, co zawsze uwielbiałam – po prostu pływając w jeziorze.

Niech więc nikogo nie dziwi, że w słoneczny letni dzień potrafię zadzwonić do pracy z pytaniem, czy mogłabym dzisiaj nie przychodzić, bo chciałabym popływać…  I że mogę sama jechać nad jezioro i siedzieć nad nim cały dzień, spędzając w wodzie po 2-3 godziny na raz.
Bo gdy pływam… to pływam.

Share Button